Koniec lata 2010 był czasem właśnie takich trufli, w rozmaitych kombinacjach. Do ich ulepienia nie potrzeba zbyt wiele, potrzeba lepkich i słodkich suszonych owoców oraz suchych lecz oleistych orzechów, migdałów, maku, sezamu lub wiórek kokosowych. Jeśli mocno wszystko zmiksujemy, powstanie idealna do formowania, zdrowa, energetyczna i uzależniająca masa! A finalnie, niegłupia przekąska do szkoły i pracy.
Trufle z fig i migdałów:
* suszone figi,* mąka migdałowa,
Kroję i miksuję figi w elektrycznym młynku. Przekładam do miski i zasypuję proszkiem migdałowym w ilości objętościowo mniej więcej jednakowej. Wyrabiam (ugniatam) do momentu aż figi "wchłoną" mączkę, potem urywam po kawałku i mokrymi rękami lepię kulki wielkości orzecha włoskiego. Trufle powinny chłodzić się w lodówce 2-3h.
Z Berlina przyjechał do mnie spory zapas tofu. Większość nabyta w ekologicznym sklepie, który mieści się w pasażu Wilmersdorfer Arcaden na Charlottenburgu. Szczególnie mocno uradowało mnie marynowane tofu w trzech smakach: po japońsku, o smaku pizzy oraz w marynacie z pesto z czosnku niedźwiedziego! Są też tofu parówki, ostre smażone kawałki czy gotowe substytuty w klimacie fast food, wielka paka papieru i makaronu ryżowego oraz pudełko alkoholowych buteleczek czekoladowych, których zjeść niestety nie mogę, bo organizuję sobie wiosenną abstynencję bezwzględną aż do 8-go kwietnia :-]






Pyszne trufelki, a adres sklepu z tofu podrzucę córce :)
OdpowiedzUsuńTakie tofu-zapasy budzą zachwyt. Całkowicie niezdobywalne w Polsce, przynajmniej ja nigdy takich nie spotkałam, jeśli już, to czeskie. Ale nie wszystkie czeskie gotowce sa smaczne i dobrze doprawione! A jak smakują niemieckie?
OdpowiedzUsuńTak czy siak - zazdraszczam, szczególnie tego w marynacie z czosnku niedźwiedziego...
Tych marek jeszcze nie miałam, jak skosztuję to zamieszczę opinię i talerz jeśli da radę...
UsuńJa wielkie zapasy tofu i parówek przywożę z Czeskiego Cieszyna. Zgadzam się z Hajduczkiem, nie wszystkie czeskie produkty są dobre, ale większość jest świetna. Zwłaszcza czerwona pasta tatarkowa do chleba, parówki (niektóre całkiem jak prawdziwe, aż czasem mi nieswojo!) i marynowane tofu.
OdpowiedzUsuńO tak, parówki są świetne, salami rozmaite - też, nabiera się nawet mój kot! Wszystkie tofu - genialne (testowałam już wędzone, marynowane, "zwykłe", czosnkowe i ziołowe, a teraz na testy czeka takie z wodorostami oraz inne - z warzywami:). Ale niezbyt smakują mi różne pasztety i pasty oraz gotowe dania z puszki lub słoika. Tylko niektóre są smaczne, a nie chce mi się wierzyć, że czeska kuchnia jest aż tak nieprzyprawiona... Po prostu czasem boję się próbować!
UsuńA co to takiego ta czerwona pasta tatarkowa? Nie spotkałam się z tym, ale ja kupuję w Evergreen, więc pewnie nie mieli i dlatego nie znam!
Ja lubię ich pasty do chleba, ale z gotowymi daniami faktycznie bywa różnie. Ta pasta, którą wspominałam to ta ostatnia na stronie: http://amunak.com/cz/8-produkty/2-chlazene-vyrobky/8-svacinky.html#zalozka21 W ogóle lubię wszystkie ich svačinky, marchwiowa jest super. O! i jeszcze czeski smalec wegański. Genialna sprawa. W Czeskim Cieszynie jest malutki sklepik Vega, w którym zawsze się zaopatruję, jeśli Ci po drodze, to polecam :)
UsuńKurczę, jakoś wcale a wcale nie po drodze, ale dzięki za info! Z pewnością kiedyś się przyda...
UsuńPozdrawiam!
Z czeskiego asortymentu jadłam kiedyś tylko pasztet brokułowy. Dziwny był :)
OdpowiedzUsuńAniu, fajne trufle i fajne prezenty :-)
OdpowiedzUsuńNiemieckich wybobów "wege" nigdy nie jadłam, ale na pewno są dobre skoro je dostajesz :-)
Przejrzałam Twojego bloga i muszę Ci powiedzieć, że zostaję tu na stałe... Mam ślinotok na większość rzeczy, które prezentujesz!
OdpowiedzUsuńbardzo mi się podoba ten pomysł na trufle :)
OdpowiedzUsuńMój partner jedzie w przyszłym tygodniu do Berlina...oj będzie wyżerka! :)
OdpowiedzUsuń