19 sierpnia, 2016

Curry best ever i jeżynki


Moje zainteresowanie curry nie maleje i cały czas marzę o tym, żeby spróbować tej potrawy w każdej tutejszej knajpie, łyknąć pierwszą łyżkę sosu i przekonać się czy to to, czego szukam. Ale prawda być może jest taka, że nie poszukuję jednego ideału, bo choćby było nie wiadomo jak pyszne, szkoda byłoby się do jednego ograniczać. Szukam więc nieskończonej ilości pysznych, kolorowych i rozgrzewających wariacji na temat curry, a jedną z nich na pewno jest dzisiejsze. Atutami tej wersji (poza smakiem) jest piękna, pomarańczowa barwa oraz szybkość i prostota, jedyne co potrzebujesz ubrudzić to garnek, deska i szklanka :)

Curry z czerwoną soczewicą i kapustą:
* 3 ząbki czosnku, posiekane
* 1 czerwona cebula, pokrojona w plasterki
* 2 łyżeczki skondensowanego bulionu lub 1 kostka warzywna,
* 2 filiżanki czerwonej soczewicy,
* puszka mleka kokosowego,
* puszka siekanych pomidorów,
* 3 łyżki pasty pomidorowej,
* 2 łyżki proszku curry,
* 1 łyżeczka płatków chilli,
* 2 szklanki białej kapusty,
* 4 szklanki wody,
* 1 szklanka mrożonego groszku,

Wszystkie składniki z wyjątkiem groszku umieścić w dużym garnku, zagotować i dusić na małym ogniu 30 minut. Po zdjęciu z ognia wrzucić mrożony groszek i porządnie wymieszać. Podawać ze świeżym ryżem i listkami kolendry.

Zapraszam również na wizję z oryginalnym przepisem :)


Tym czasem rozpoczął się długo oczekiwany sezon na dzikie jeżyny i tak jak rok temu, popędziliśmy do parku poobierać krzaki z tych słodkich i soczystych owoców, bo takiej jakości produktu nie znajdzie się na żadnym targu :)


A potem pizza z ulubionymi składnikami, 2 dni luzu przed wieloma ciężkimi i nowe gadżety umilające wieczory a w tym rozwijający się na kilka metrów rysownik z architekturą dwóch brzegów Tamizy z 2011 roku kupiony za całego funta. Od tamtej pory na linii nadrzecznego horyzontu powstała masa nowych budowli. Moje życie od 2011 również zmieniło się nie do poznania. To chyba dobra puenta na dzisiaj - wszystko jest pięknym i płynnym procesem :)

18 sierpnia, 2016

Londyn nocną porą i lawendowe pola


Teraz albo nigdy - pomyślałam z radochą na wiadomość o wspólnym, wolnym weekendzie, bo nie zdarza się to zbyt często. Nanieśliśmy więc na mapę ciekawe, wieczorne miejscówki, kupiliśmy turystyczną travelkę i udaliśmy się rozmaitymi środkami lokomocji ku światłu i magii centralnego Londynu. Ale wcześniej wykręciliśmy jeszcze o godzinkę autobusem w bok, pobuszować i dotlenić się w ekologicznej lawendzie :)


Eksplorowanie Londynu rozpoczęło się od Victorii i brzegów Tamizy


oraz burgera azjatyckiego z edamame i kechupem kimchi w pubie Sherlock Holmes


Mapa została w pokoju na stole więc spora część wieczoru przebiegała dość spontanicznie, ale nie odmówiliśmy sobie zaplanowanego rejsu po Tamizie :)


Ze statku zsiedliśmy przy Canary Wharf, które przed północą, niezbyt zachęcało do spacerów, więc wsiedliśmy w kolejkę do Bank Station a potem w metro na Oxford street i znaleźliśmy się prawdopodobnie w najbardziej docelowym nocą West End-dzie.


Girls just wanna have fun :)

11 sierpnia, 2016

Piknik, letnie plany i nowa ulubiona kanapka


Niektóre połączenia smakowe wychodzą na jaw przypadkiem i dziw cię bierze, dlaczego nie jadałaś tego wcześniej. Tak było z tą kanapką, urodziła się w spontanie ale tak zadziałała, że chciałam ją jeść (i zjadłam) znów jeszcze. Podstawą jest dobry, polski chleb z opieczoną skórką, zioła i smażone na gorącym oleju jajko. Oraz to, że kroimy ją nożem i widelcem.

Ulubiona kanapka:
* kromka chleba,
* masło lub hummus do posmarowania,
* świeża rukola lub/i zielona pietruszka/kolendra/bazylia/mięta,
* pomidor,
* jajko,

Chleb smaruję masłem lub pastą, obkładam ziołami i plastrami pomidora, jajko smażymy tak aby spód i brzegi stały się możliwie chrupiące a żółtko pozostało miękkie, przyprawiamy je solą i pieprzem i gotowe przekładamy od razu na kanapkę - kilka kropel oleju extra dodatkowo podniesie smak. Spożywamy nożem i widelcem.


Ulubionym obiadem cały czas pozostaje curry, choć trzeba przyznać że nie to kombinowane w domu. Szukam, próbuję, może pewnego dnia I will do it. Ostatnia próba opierała się na filetach quorna w sosie z dodatkiem jogurtu i pomidorów i była jadalna ale to, w przypadku curry, efekt stanowczo za mały. Bardziej pomyślną kreacją okazała się późniejsza sushi bowl z pozostałego po obiedzie, jasminowego ryżu i z pewnością ukazałaby się tu na samej górze, gdyby chciało mi się zrobić zdjęcie. Tak czy siak wspomniane sushi bowl opisać by można jako miseczkę lub w moim przypadku lunch pudełko, do którego wsypałam ryż skropiony mirinem, obsypałam porwanymi kawałkami nori i kolejno obok siebie paseczkami świeżego ogórka, porwanej wędliny, wędzonego sera i rukoli a do tego w mini pudełeczku dołączyłam sos sojowy, rozmącony z pastą wasabi, który służył do maczania kęsów i pogłębienia smaku. Od teraz już zawsze z zimnego ryżu takie rzeczy :)


Na początku lata miałam ładne plany i wizje o gorących, niekończących się dniach i dziesiątkach możliwości ich wykorzystania. Opracowałam nawet krótkie must experience, które miało za zadanie nie pozwolić mi na zmarnowanie gorącego sezonu, i zawierało takie wytyczne jak m.in. spędzenie całej nocy w centrum Londynu, kolację w restauracji na dachu, rejs po Tamizie, kąpiel w morzu czy porządny grill. Plany to niby do spełnienia realne a mimo to wyszło na to, że niczego nie mogę odhaczyć. Tylko szybki piknik w parku przy ulicy. Praca straca człowieka ale mimo tego jest fajnie :)

Related Posts with Thumbnails